Wokulski był juz gotowy. wszystko wreszcie układało się po jego myśli. Interesy szły wyśmienicie, zaręczył sie z Izabelą, rozbudował sklep, czuł sie młody i silny jak nigdy dotąd. Kupił dom pod Warszawą, który urządzał dla ukochanej, obowiązkowo mnóstwo kwiatów i zieleni, geranium w oknach, stoliczek na popołudniową herbatkę...brakuje tylko żony. Ona jeszcze nie wie, że na jej cześć, posiadłość nazwie Izabelin. Ach... na razie musi jeszcze wrócić do swego sklepu. Rzecki doskonale sobie radzi, ale konsultacja z pryncypałem jest konieczna, ponieważ asortyment magazynu pasmanteryjnego chce rozszerzyć o usługi krawieckie. Damy i panowie na miejscu będą mogli zostawić miarę, wybrać najlepsze materiały i wzory prosto z Paryża, czemu zapewne nie oprze się i Izabela. Po udanych sprawunkach, pora na coś słodkiego. Tuż za rogiem Magazynu Wokulskiego, pysznościami kusi maleńka cukierenka, skąd w mgnieniu oka znikają słodkości wyrabiane wg tradycyjnej tajnej receptury...mmm palce lizać!