The Album of Minizas Miniature Houses 1:12
Książka ta jest wydaniem kolekcjonerskim i zawiera 19 prezentacji wykonanych przez nas miniaturowych domów.
Tego dnia Jane miała pełne ręce roboty. Zamierzała zacząć piec ciasta, aby później częstować rodzinę swoimi wypiekami. Oczywiście, w planach były również jajeczka faszerowane pieczarkami, wędzone mięsko, sery oraz inne smaczne potrawy Wielkanocne. Dzień wydawał się być długi, jednak Jane wierzyła, że tylko dzięki odpowiedniemu zarządzaniu czasem, praca jest najefektywniejsza. Dlatego też już wcześniej skrupulatnie wszystko zaplanowała. Sporządzona lista zakupów leżała na stole i czekała na wycieczkę do sklepu po produkty potrzebne do rozpoczęcia wielkiego gotowania.

Po powrocie do domu z zakupów, Jane stwierdziła ze zdziwieniem, że udało jej się idealnie pomieścić wszystkie produkty w lodówce, która, nie ukrywajmy, niemal pękała w szwach. Będzie dużo osób, więc wystarczy dla wszystkich – pomyślała Jane, uśmiechając się do siebie.

Co roku Jane obchodziła święta Wielkanocne wraz ze swoimi bliskimi. Rodzice mieszkali niecałą godzinę drogi od niej, jednak ciocia Elise przylatywała z samej Danii. Brat Jane, Albert, w święta przyjeżdżał ze swoją żoną, Grace, i dwoma niesfornymi bliźniakami, Leonem i Charliem. Jane żyła sama. Zajmowała ją przede wszystkim literatura angielska i śpiew w lokalnej grupie chóralnej, która działała przy miejscowym Domu Kultury. Kilka razy do roku, podczas różnego rodzaju uroczystości, miała okazję występować wraz z resztą członków grupy. Równie wielką miłością, co śpiew i książki, Jane darzyła gotowanie. Uwielbiała przyrządzać potrawy wywodzące się z różnych kuchni świata. Interesowały ją inne kultury, a pasja kulinarna pozwalała jej również na zgłębianie wiedzy na temat życia z różnych zakątków Ziemi.

Wśród ciast, które Jane planowała przyrządzić, były między innymi jabłecznik, sernik oraz makowiec. Tych tradycyjnych słodkości nie mogło zabraknąć na świątecznym stole, tak samo, jak Wielkanocnego żurku z jajkiem i białą kiełbasą.

Po całym dniu pełnym pracy, przyszedł czas na odpoczynek. Jane usiadła w swoim ulubionym fotelu przy drewnianym stole i zaczęła ozdabiać pisanki. Jej twarz była skupiona i jednocześnie pojawiał się na niej zrelaksowany wyraz. Jane uwielbiała malować pisanki, więc była to dla niej sama przyjemność – odpoczynek połączony z kreatywnym działaniem. Pisanki Jane nie były zwykłymi pisankami. Były to pięknie zdobione kraszanki, obok których trudno było przejść obojętnie. Te urokliwe jajeczka akcentowały Święta Wielkanocne, a rozproszone po całym domu, potęgowały klimat Świąt i zachęcały do ich intensywnego przeżywania.

Kolejny dzień wiązał się z poświęceniem pokarmu, dlatego Jane niedługo po przebudzeniu, ubraniu się i zjedzeniu śniadania, wybrała się wraz ze święconką w koszyczku do kościoła. W koszyku znajdował się chrzan, sól, ćwikła, baranek, babka, kiełbaska, pisanki oraz nieprzyozdobione jajko, którym domownicy mieli się dzielić podczas śniadania Wielkanocnego.

Po poświęceniu pokarmów Jane zaczęła gotowanie od pieczenia oraz wędzenia zamarynowanego kilka dni wcześniej mięska. Zapach wędzonki unosił się w domu i łaskotał nozdrza. Na przyrządzonym już wcześniej zakwasie, Jane postanowiła rozpocząć również przyrządzanie żurku na wywarze z mięska, oczywiście wędzonego.

Wielka Sobota minęła równie szybko i pracowicie, co Wielki Piątek. Nazajutrz rano miała zjechać się cała rodzinka na wspólne śniadanie Wielkanocne. Jane była rada, że już tydzień wcześniej zaczęła przygotowania do Świąt. Dzięki temu czuła, że wszystko było zrealizowane zgodnie z planem i dopięte na ostatni guzik. Teraz pozostawało już tylko udać się na zasłużony odpoczynek. Jak tylko Jane się położyła, zapadła w głęboki i spokojny sen, w którym śniło jej się, że pisanki podrywały ją do tańca i nie pozwalały usiąść ani na chwilę…

Zadzwonił budzik, a Jane obudziła się zdezorientowana. Już nie pamiętała, co jej się śniło, ale wiedziała, że były to sny zabawne i jednocześnie iracjonalne. Jej podświadomość podpowiadała jej najwyraźniej, że była przepracowana, ale na szczęście dwa nadchodzące dni były czasem ucztowania, radości i odpoczynku.

Gdy stół był już nakryty do śniadania Wielkanocnego, Jane ubrała żółtą sukienkę i upięła włosy w kok. Na nogach miała zgrabne balerinki. Prezentowała się bardzo elegancko. Ledwo zdążyła usiąść w fotelu, usłyszała dzwonek do drzwi i znajome krzyki. To bliźniaki, Leon i Charlie, walczyli ze sobą pod drzwiami jej domu, rozdzielani bezskutecznie przez brata Jane, Alberta. Dzieci kłóciły się, kto pierwszy z nich wręczy ukochanej cioci Jane czekoladę. Gdy Jane otworzyła drzwi, czekolada upadła prosto przed jej stopy ubrane w balerinki.
- Witajcie – powiedziała Jane, śmiejąc się i podnosząc czekoladę. - Wejdźcie do środka.
- Witaj, Jane – odparł Albert, ściskając swoją siostrę na przywitanie zaraz po przekroczeniu progu domu, po czym wskazał na zawiniątko w rękach swojej żony. - Grace upiekła murzynka.
- Wspaniale, Grace! Podaj mi, proszę, ciasto, a ja wyłożę je na paterę – ucieszyła się Jane i również uścisnęła bratową na przywitanie, posyłając jej szeroki uśmiech.
- Ciociu Jane, ciociu Jane! - przekrzykiwali się bliźniaki. - Mamy dla ciebie prezent! Czekoladę!
- Dziękuję Wam, kochany urwisy! - zawołała Jane, przytulając swoich dwóch niesfornych bratanków, którzy mieli blond włosy po Grace, a czekoladowe oczy po ich tacie, Albercie.
- Jest już ciocia Elise? - spytała Grace, patrząc na swoją szwagierkę.
Jane ledwo otworzyła usta, żeby odpowiedzieć, że przyjechali jako pierwsi, ale wyprzedził ją dźwięk dzwonka do drzwi.
- O wilku mowa! - zaśmiała się Jane i otworzyła drzwi wejściowe.
Rudowłosa postać odziana w czarny płaszcz i wysokie buty weszła do domu. Ściągnęła duże, czarne okulary i odetchnęła teatralnie, mówiąc:
- No, już dalej mieszkać nie mogłaś, Jane!
Wszyscy się roześmiali, ponieważ to właśnie ciocia Elise wyjechała z Basildonu, gdzie mieszkała Jane, aby rozpocząć nowe życie w Aarhus, w Danii.
Gdy już wszyscy się przywitali i zasiedli do Wielkanocnego śniadania, po podzieleniu się jajkiem, na stole pojawił się żurek, pieczywo, szyneczki, jajeczka oraz inne potrawy Wielkanocne. Na deser czekały pyszne ciasta...

Niedługo po śniadaniu cała rodzinka pojechała na wycieczkę do oddalonej o godzinę drogi samochodem miejscowości położonej nad morzem. Southend było spokojnym miejscem o nietuzinkowym klimacie, na który składały się pasy białych szeregówek nad samą wodą, a przed każdym z budynków mieszkańcy sadzili i pielęgnowali palmy. Z oddali unosił się brzęk wesołego miasteczka, w którym dzieci uwielbiały spędzać wolny czas. Oczywiście, bliźniaki nie byłyby sobą, gdyby po chwili spokoju i spaceru na plaży, nie zaczęły namawiać rodziców, aby pójść na jedną z karuzel. W końcu Albert i Grace, zmęczeni licznymi prośbami dzieci, zgodzili się, aby wybrać się w kierunku wesołego miasteczka. Ciocia Elise nie miała zbyt dużej ochoty, aby znosić gwar i krzyk ludzi zjeżdżających na kolejce górskiej, ale stwierdziła, że tym razem również się z nimi wybierze. Jane bardzo chętnie przystała na tą propozycję – sama miała ochotę wsiąść na jedną z wymyślnych miejscowych karuzel.
Dzień był pełen wrażeń i bliźniaki szybko zapadły w głęboki sen. Wszyscy spali w domu u Jane. Na szczęście nie było problemu z miejscem do spania, ponieważ w domu Jane były dwa pokoje dla gości oraz salon, nie licząc, oczywiście, sypialni samej Jane.
Lany poniedziałek był ulubionym dniem bliźniaków. Każdego roku chłopcy wymyślali coraz to sprytniejsze pułapki i zasadzki na domowników. Tym razem czyhali od wczesnego rana na ciocię Elise, która szła do łazienki na poranną toaletę. Ubrana w szlafrok, dreptała w różowych, włochatych kapciach, nucąc pod nosem jedną ze swoich ulubionych piosenek Spice Girls. Kobieta całkiem zapomniała, że właśnie rozpoczynał się dzień, którego w całym roku najbardziej nie znosiła...
Nagle przed jej ooczami wyskoczyły kolorowe, plastikowe pistolety na wodę, a strumienie trysnęły prosto w jej twarz. Przestraszona Elise wrzasnęła i odruchowo zasłoniła buzię dłońmi. Gdy wodna strzelanina ustała, ciocia Elise usłyszała głośny rechot małych skrzatów.
- Leon! Charlie! Ja już Wam pokażę! – podniosła głos ciocia, patrząc z niezadowoleniem na bliźniaków i kiwając wskazującym palcem w ich stronę.
Po chwili sama się roześmiała, zabrała jednemu z nich pistolet i wyecelowała strumień wody w chłopców. Bliźniacy uciekli z krzykiem w stronę salonu, śmiejąc się jednocześnie i budząc swoich rodziców, którzy spali w pokoju gościnnym znajdującym się tuż obok.
Ostatecznie żaden z domowników nie miał na sobie suchej nitki, a zabawie, wrzaskom i śmiechom nie było końca. To było naprawdę wesołe rozpoczęcie dnia. Po południu przyszedł deszcz i cała rodzinka musiała zostać w domu, dlatego zdecydowali się na wspólną rozgrywkę w jedną z ich ulubionych gier planszowych. Z nieba rzęśiście padały ciężkie krople wody, jakby cały świat pamiętał o Lanym Poniedziałku...
